To nie sztuka zgiąć e-booka

Autor: Miss Nice
10 marca 2012

No i wiosna. Za oknem zaczyna się robić ciekawie. Dobrze. A jednak czasy, gdy zdarzało mi się oberwać od jakiegoś zdechlaka bryłą śniegu (bo nawet mu się ładnej, małej śnieżki ulepić nie chciało), minęły bezpowrotnie z innej przyczyny. Po prostu większość dzieciaków ma teraz inne zajęcie. Cóż… Stwierdzenie, że na pewno czytają książki, byłoby za sprawą ogólnej znajomości współczesnego stanu rzeczy wielce naiwne. No bo, panie, ło, technologia poszła w przód, więc kto teraz do książek zagląda? Wydaje się, że dla wszelkich powieściopisarzy i innych gryzipiórków właśnie nadeszła czarna godzina. Na szczęście i w tej kwestii można iść z duchem czasu – wszak czytniki e-booków stają się coraz tańsze. Dokąd to wszystko zmierza?

Na początku zaznaczam, iż nie jestem zwolenniczką danego rodzaju książek - uważam, że zarówno elektroniczny, jak i papierowy egzemplarz ma swoje plusy i minusy. Celem niniejszego artykułu jest więc nie przekonanie Czytelników do sięgnięcia po książkę w jakiejś konkretnej formie (ważne, żeby W OGÓLE po nie sięgać), a raczej osobista odpowiedź na pytanie postawione na wstępie tegoż artykułu.
 
Aby napisać tekst na temat technologii, musiałam sobie trochę poczytać na różne tematy, bo przez sesję moja wiedza o współczesnym świecie uległa lekkiemu zakurzeniu. Pogrzebałam więc sobie po tematycznych portalach. Gdzieśtam przeczytałam informację, że książki elektroniczne stają się bardziej popularne i coraz tańsze, a niska cena z pewnością będzie ich sporym atutem w zestawieniu z tradycyjnymi egzemplarzami. Sprawdziłam więc ceny przykładowych e-booków  i porównałam je do cen wydań "makulaturowych". Na pierwszy ogień nawinęła mi się książka "Od lekarza do grabarza" (nie, nie wiem o czym ona jest), która w wersji elektronicznej w internecie kosztuje 22,40zł, a "zwykłej" - 28,50zł (cena wysyłki jest taka sama). Dalej: "Bogaty student" (zapewne jakieś science fiction :) - koszt e-wydania to 21,70zł, a papierowego - o dwa złote więcej. Tylko że w tym drugim przypadku mamy już wysyłkę gratis. Wniosek? Ceny są porównywalne, i na pewno nie można powiedzieć, że na dzień dzisiejszy e-booki są dużo tańsze. Ba, nawet przeciwnie - czasem za zwykłą książkę można zapłacić mniej.
 
Ponadto, w sklepach jest wciąż niewiele e-booków. Być może wynika to z faktu, że nadal nie są one tak popularne, jak chcieliby tego ich zwolennicy. A to z kolei może być skutkiem całkiem wysokiej ceny czytników e-book. Chyba że mamy taką opcję w telefonie, to wtedy nie ma problemu. Bo odrębne urządzenie do e-booków to wciąż wydatek z rzędu kilkuset złotych. W tym wypadku lepiej już chyba zainwestować w dobre słuchawki i kupić sobie jakiegoś audio-booka. Zaoszczędzimy na czytniku, a i oczy nie będą bolały. Cena wersji audio nie różni się zanadto od wydań elektronicznych i tradycyjnych. Jedynym minusem tychże książek jest, tak samo jak w przypadku e-booków, wciąż niewielka (w porównaniu do literatury tradycyjnej) ilość tytułów dostępnych na rynku.
 
Nie mam czytnika, ale gdybym miała, to uważam, że największą zaletą takiego urządzenia byłaby niewielka ilość zajmowanego przez nie miejsca w plecaku, w porównaniu z tym, jak tłoczno robi się w torbie, gdy wrzuci się do niej zeszyt, podręcznik i trzy powieści kryminalne. Niewielkie wymiary przekładają się z pewnością na wagę bagażu. Podręczniki w wersji elektronicznej byłyby więc wymarzonym rozwiązaniem dla uczniów i studentów z powykręcanymi kręgosłupami. Pytanie tylko, od czego im się te kręgosłupy tak naprawdę powykręcały. Najlepiej wszystko zwalić na ciężkie plecaki. Bo w sumie jak się siedzi godzinami przed komputerem w pozycji wielbłądziej, to później można mieć pretensje wyłącznie do... garbatego. He, he.
 
Kolejną według mnie bardzo istotną zaletą książek z czytników jest możliwość zapoznawania się z ich treścią wieczorkiem. Często jadę autobusem z jednej miejscowości do drugiej i chcę sobie poczytać jakąś gazetę bądź notatki, gdy nagle gaśnie słońce. Wówczas nie pozostaje nic innego, jak wyciągnąć odtwarzacz MP3 i zacząć słuchać muzyki bądź książki w wydaniu audio. Chyba że mamy e-czytnik. Spotkałam się już kilka razy w autobusie z osobami korzystającymi z takiego rozwiązania. Nie wiem tylko co na to ich oczy (tzn. nie na spotkanie ze mną, a na czytanie książek na podświetlonym ekranie w trzęsącym się autobusie). Ekran tych urządzeń zapewne nie różni się zanadto od ekranu komputera, więc czytanie z urządzenia to chyba nie jest wysiłek dla oczu większy niż czytanie z monitora. Tylko że w domu z reguły nie podskakujemy na krześle, a w autobusie - owszem.
 
Jeśli mogłabym jakoś podsumować moje obserwacje i spostrzeżenia dotyczące sektora technologii, zajmującego się swataniem książek z duchem czasu, to mogę powiedzieć jedno: audio-booki i e-booki mają na pewno sporo zalet i z pewnością stanowią świetną alternatywę dla egzemplarzy tradycyjnych. Mają wielkie zalety: można je czytać "po ciemku", nie ważą praktycznie nic, a jeśli chodzi o oczywiste oczywistości, to nie gną im się kartki, nie marnują papieru itd. Jednak fakty są takie, że chociażby gazeta, prócz funkcji, do której została przeznaczona, może także pełnić wiele innych zadań. Można obkleić nią pokój, zrobić sobie  czapkę, zabić pająka itd. Należy więc przyznać jedno: publikacje i książki w formie elektronicznej to na razie tylko ciekawa ALTERNATYWA dla tradycyjnej formy czytelniczej. I wydaje mi się, że  jeszcze długo nią pozostaną.


blog comments powered by Disqus